polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się 18 maja, a ewentualna druga tura – 1 czerwca. PKW zarejestrowała do tej pory siedmiu kandydatów na prezydenta. Są to: Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun, Rafał Trzaskowski, Artur Bartoszewicz, Karol Nawrocki, Adrian Zandberg i Szymon Hołownia. * * * AUSTRALIA: Premier Australii, Anthony Albanese, rozpisał wybory parlamentarne na 3 maja, rozpoczynając trwającą pięć tygodni kampanię wyborczą, w której dominować będzie temat rosnących kosztów życia. * * * SWIAT: W piątek wieczorem w Myanmarze doszło do trzęsienia ziemi o magnitudzie 7,8. Wstrząsy były odczuwalne w sąsiednich krajach : Bangladeszu, Indiach, Chinach, Tajlandii i Laosie. W wyniku trzęsienia ziemi w Myanmarze zginęło ponad 1700 osób, 3400 zostało rannych, a 300 osób uznaje się za zaginione.
POLONIA INFO:

środa, 10 maja 2017

Robert Biedroń na prezydenta? Wszystko możliwe

Robert Biedroń - (ur. w 1976 r.) działacz na rzecz osób
LGBT i publicysta. Założyciel i w latach 2001–2009
 prezes Kampanii Przeciw Homofobii, od 2011 do 2014
 poseł na Sejm, od 2014 prezydent Słupska.
 Fot. A.Grycuk Wikimedia -cc
Biedroń na prezydenta Polski? W 2020 roku ma ogromne szanse. Według najnowszego sondażu IBRiS na Roberta Biedronia zagłosowałby w wyborach prezydenckich co czwarty Polak.

Tylko 6 procent zadeklarowało, że nie poparłoby prezydenta Słupska ze względu na jego orientację seksualną. Jednak 26 procent Polaków wrzuciłoby do urny głos poparcia dla niego. Wygląda na to, że Robert Biedroń będzie czarnym koniem kolejnych wyborów prezydenckich. Tak przynajmniej wynika z ostatniego sondażu pracowni IBRiS dla „Faktu” i Radia Zet.

Biedroń to kandydat jednoczący naprawdę wszystkich Polaków – popierają go wyborcy o przeróżnych poglądach, od prawa do lewa, może z wyjątkiem skrajnych prawicowych ugrupowań, którym przeszkadzałby fakt, że jest homoseksualistą. Generalnie jednak na Biedronia stawiają nawet ci Polacy, którzy deklarują zmęczenie polityką i ciągłym konfliktem pomiędzy największymi graczami —  PO i PiS.

32, 3 procent, jak wynika z sondażu, nie zagłosowałoby na Biedronia. Większość z nich jako powód podaje jego zbyt liberalne obyczajowo poglądy. 6 procentom przeszkadza wprost jego orientacja.

wtorek, 9 maja 2017

Dzień Zwycięstwa 2017

W szeregach „Nieśmiertelnego Pułku” w Moskwie
powiewała polska flaga. Fot. Sputnik Polska (twitter)
Europa obchodzi Dzień Zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami. 72 lata temu zakończyła się najkrwawsza ze wszystkich wojen ludzkości  - druga wojna światowa. Jej  uwieńczeniem  było podpisanie przez niedobitki faszystowskich generałów niemieckich  bezwarunkowej kapitulacji  w jednym z berlińskich kasyn. Miało to miejsce 8 maja 1945 roku o godz. 22.30 czasu środkowo-europejskiego, a przerwanie działań wojennych - o godz. 23.01.

W Moskwie w momencie podpisywania dokumentu było już po północy, stąd Rosjanie zakończenie wojny obchodzą 9 maja. Polacy obchodzili to święto przez wiele lat również  9 maja ale ustawa podpisana w kwietniu 2015 roku przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego przesunęła obchody tego dnia na 8 maja, tak jak obchodzą to święto zachodni alianci z koalicji antyhitlerowskiej.

Francja należy do pana Macrona


39-letni Emmanuel Macron został 8. prezydentem
 V Republiki Francuskiej. Fot. YouTube
Pan Emmanuel Macron (élu président de la République) wygrał wybory we Francji. Nowoczesny styl prowadzenia kampanii wyborczej, proeuropejskość i pozytywne nastawienie do rzeczywistości przyniosły pozytywny efekt. Zwycięstwo jest totalne, pan Macron zdobył ponad 65% głosów, prawie dwa razy więcej od pani Marine Le Pen. To generalnie zamyka jakąkolwiek dyskusję, na temat tego w jakim kierunku pójdzie Francja, jednak przed Francją jeszcze wybory parlamentarne.

 Biorąc pod uwagę rozbicie opinii publicznej, może być bardzo różnie, na pewno pani Le Pen będzie bardzo ważnym graczem na francuskiej scenie politycznej, jednak Francja należy do pana Macrona. Na własną większość w Parlamencie chyba nie ma szans, ale to się dopiero okaże, bo mając Prezydenta, we francuskim systemie parlamentarnym ma się olbrzymie przełożenie na wybory.

niedziela, 7 maja 2017

"Marsz wolności" czyli dajcie nam znowu władzę!

 Politycy PO na czele "Marszu Wolności" Fot. Twitter
Warszawa widziała już wiele różnych marszów, pochodów, masówek, demonstracji i innego rodzaju zgromadzeń ukierunkowanych w wymiarze wyrazu ideologicznego. O wczorajszym marszu wolności, można powiedzieć wiele pozytywnego – to autentyczne zgrupowanie emocji i uczuć bardzo dużej ilości ludzi.

Z pewnością około 50 tyś., obywateli w jednym czasie i w jednym miejscu zademonstrowało wspólnie. Nie da się zrozumieć niektórych komunikatów Policji, mówiących o 9 tyś., Ratusz mówił o 70 tyś., osób na Placu Bankowym. Już sama ta rozbieżność pokazuje, że coś mocno było nie tak – i to w wielu sprawach. Warto dodać, że organizatorzy ogłaszali na marszu, że zgromadziło się około 100 tyś., ludzi. To naprawdę dziwna sprawa, bo istnieją zweryfikowane modele matematyczne i specjalne oprogramowanie – pozwalające za pomocą kilku kamer, policzyć względnie dokładnie ilu było ludzi. Za nieco większe pieniądze, można nawet identyfikować uczestników. Dlaczego to u nas nie działa?

Prof. Raźny: Czy Francja musi przegrać?

W programie politycznym globalistów, karmionych ideami pochodzącymi nie tylko z osławionej CFR (Council of Foreign Relations), ale również związanych z nią wielu innych amerykańskich think-tanków – przedstawicieli światowej finansjery, atlantystów i ponadnarodowych korporacjonistów – nie ma miejsca na silną, opartą na swej tradycji, suwerenną   Francję, do której dąży Marine Le Pen.  W ich polityce globalnego dominowania taka silna Francja oznaczałaby nie tylko zmianę status quo, ale również  początek niebezpiecznego trendu w Unii Europejskiej – antyglobalnego. Trendu otwierającego epokę suwerenności i państw narodowych.

Główne cele  polityczne i zarazem cywilizacyjne w programie M. Le Pen sprowadzają się bowiem do tych dwóch ostatnich idei i słów-kluczy, zanegowanych przez neoliberalizm i posthumanizm globalizmu. Dlatego jego wyznawcy błyskawiczne wykreowali z pomocą mediów, a nade wszystko ich propagandowych technologii, Manuela Macrona  jako przeciwnika liderki Frontu Narodowego w walce o fotel prezydencki. Macron – człowiek znikąd i bez właściwości, pozbawiony własnego zaplecza politycznego efemeryczny minister rządu F. Hollanda, prywatnie mąż starszej od niego o 25 lat nauczycielki –  z przypisywaną mu homoseksualną orientacją – okazał się idealnym typem na quasi-pozasystemowego kandydata na prezydenta Francji. Takiego prezydenta, który nie tylko zaakceptuje status quo Unii Europejskiej i sprawowany nad nią – kontrolowany przez USA – dyktat Niemiec, ale jednocześnie prezydenta  reprezentującym układ elit, odciętych od zubożałego społeczeństwa francuskiego.